jhjgkjugvjkl... >> poniedziałek, 26 października 2009 02:04:38
A teraz będę się cieszyć.
komentarze [1] Vasper
"...Nie trzymaj mnie za rękę, jeśli masz zamiar trzymać krótko..." >> wtorek, 22 września 2009 22:38:53
Dla odmiany chciałam napisać coś optymistycznego - niestety zbyt długo zwlekałam z przelaniem mojej radości na papier... czekałam na dobry moment, ale niestety zanim się doczekałam, szczęście odeszło. To smutne, że znowu coś, na czym mi zależało, trwało krócej, niż się spodziewałam.
Może mam jakąś wadę fabryczną? Coś, co sprawia, że nie mam szans na radości długodystansowe?
W ostatnim tygodniu poczułam się jakby ktoś po raz kolejny wylał mi na łeb kubeł zimnej wody... rozczarowana zamarzyłam (o ironio!), żeby przestać marzyć. Czuję się z tą myślą fatalnie, bo to dla mnie coś całkiem nowego i niezwykle obcego. Od najmłodszych lat, byłam marzycielką - uciekałam w moje idealistyczne wizje z nadzieją, że kiedyś się ziszczą... teraz tego nie chcę, bo im bardziej czegoś pragnę, tym bardziej boli niespełnienie.
Przychodzi mi tu na myśl wiersz Kazimierza Przerwy-Tetmajera - "Nie wierzę w nic":
"Nie wierzę w nic, nie pragnę niczego na świecie,
Wstręt mam do wszystkich czynów, drwię z wszelkich zapałów:
Posągi moich marzeń strącam z piedestałów
I zdruzgotane rzucam w niepamięci śmiecie...
A wprzód je depcę z żalu tak dzikim szaleństwem,
Jak rzeźbiarz, co chciał zakląć w marmur Afrodytę,
Widząc trud swój daremnym, marmury rozbite
Depce, plącząc krzyk bólu z śmiechem i przekleństwem.
I jedna mi już tylko wiara pozostała:
Że konieczność jest wszystkim, wola ludzka niczym -
I jedno mi już tylko zostało pragnienie
Nirwany, w której istność pogrąża się cała
W bezwładności, w omdleniu sennym, tajemniczym
I nie czując przechodzi z wolna w nieistnienie".
Smutno mi z tym, bo ostatni raz uosabiałam się z nim trzy lata temu i nie sądziłam, że taki stan jeszcze wróci. A teraz jest blisko... choć na szczęście to jeszcze nie to - bo póki co, wbrew pierwszej linijce wiersza, pragnę i to bardzo... jak nigdy wcześniej. Pierwszy raz pokochałam kogoś, kto mógł być (i przez chwilę myślałam, że jest) mój.
Żałuję, że wszystko potoczyło się nie tak, jak chciałam. Żałuję, że nie myślałam wcześniej... bo zawsze tak jest, że Vasper powtarza sobie: "Pomyśl dwa razy zanim coś zrobisz!", ale jakoś jej to najwyraźniej nie wychodzi.
Choć z drugiej strony nie chcę żałować. Przez ostatnie miesiące przeżyłam tyle wspaniałych rzeczy, że trudno myśleć mi o tym, że mogłoby być inaczej... w tym czasie odkryłam, że nie cieprię na anhedonię i że potrafię być szczęśliwa. Tylko co z tego, jeśli dostałam też coś beznadziejnego: kolejne "-10 punktów do zaufania".
Tak czy owak, na zakończenie cytat, który towarzyszy mi od dawna (i który nawet gdzieś już na blogu się pojawił):
"Wśród największego cierpienia ma się tę rozkosz, że się jest zdolnym do niego."
Friedrich Hebbel
komentarze [3] Vasper . >> sobota, 31 stycznia 2009 16:46:47
.
komentarze [1] Vasper samotność. >> wtorek, 5 sierpnia 2008 16:03:59
Wczoraj była rocznica śmierci mojej babci - porozmawiałam z nią na cmentarzu, czułam się dobrze.
Dzisiaj wyję ze smutku...
Czuję, że dziś żal rozsadzi mnie od środka. Czuję się bardziej samotna, niż kiedykolwiek. Tęsknię za babcią i chciałabym z kimś na ten temat... pomilczeć. Ale nikogo nie ma! Siedzę sama w domu i ryczę do monitora. Tak bardzo potrzeba mi teraz drugiego człowieka... kogoś, kto nic by nie mówił, nie próbował pocieszać - chciałabym tylko, żeby mnie przytulił i otarł łzy. Albo płakał ze mną...
Niezależnie od tego czy jest jakaś smutna rocznica czy też nie, z dnia na dzień czuję się coraz bardziej samotna. Są wokół mnie bliscy ludzie, ale ja tego nie czuję... Nie chcę tak żyć!
Dzisiaj po raz pierwszy od wielu miesięcy, znowu modliłam się do Boga o własną śmierć...
komentarze [3] Vasper posłanie do nadwrażliwych. >> sobota, 2 sierpnia 2008 23:17:46
Kolejny tekst, który doskonale mnie charakteryzuje...
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi,
za waszą czułość w nieczułości świata,
za niepewność - wśród jego pewności
za to, że odczuwacie innych tak jak siebie samych,
zarażając się każdym bólem,
za lęk przed światem, jego ślepą pewnością, która nie ma dna,
za potrzebę oczyszczania rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi,
bądźcie pozdrowieni.
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za wasz lęk przed absurdem istnienia
i delikatność niemówienia innym tego co w nich widzicie,
za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością,
za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego,
za nieprzystosowanie do tego co jest, a przystosowanie do tego co być powinno,
za to co nieskończone - nieznane - niewypowiedziane, ukryte w was.
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą twórczość i ekstazę
za wasze zachłanne przyjaźnie, miłość i lęk,
że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami.
Bądźcie pozdrowieni za wasze uzdolnienia - nigdy nie wykorzystane -
(niedocenianie waszej wielkości nie pozwoli poznać wielkości tych, co przyjdą po was),
za to, że chcą was zmieniać zamiast naśladować,
że jesteście leczeni zamiast leczyć świat,
za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę,
za niezwykłość i samotność waszych dróg,
bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi.
"Posłanie do nadwrażliwych" - prof. Kazimierz Dąbrowski
Można też posłuchać piosenki z tym tekstem (śpiewa Jarosław Wasik) ->
tutaj...
komentarze [0] Vasper modlitwa. >> wtorek, 8 lipica 2008 01:27:37
"Boże,
użycz mi pogody ducha, żebym pogodził się z tym czego nie mogę zmienić,
odwagi, żebym zmienił to co mogę zmienić
oraz mądrości, żebym potrafił odróżnić jedno od drugiego".komentarze [0] Vasper beloved. >> czwartek, 29 maja 2008 14:33:23
"W którymś momencie zaczęłam żałować, że nie znałam Tadeusza wcześniej, że dzieli nas taka różnica wieku, doświadczeń, wypadków historycznych i wydarzeń artystycznych, że tylu rzeczy nie dane nam było przeżyć wspólnie".
Anna Mieszkowska
Kiedy kilka dni temu natknęłam się przypadkiem na ten cytat, poczułam się jak po mocnym uderzeniu. Jak po uderzeniu nie w ciało, lecz to co w środku. - duszę? Nie było to obce uczucie. Co więcej, uczucie to jest mi bardzo dobrze znane - stanowimy chyba nierozerwalną całość.
Rok temu po raz pierwszy poczułam to, co autorka owego cytatu - po raz pierwszy poważnie. Różne są tylko postaci z naszych myśli - w moim przypadku nie jest to artysta. No i zdecydowanie dalej mi do
niego, niż było jej do Tadeusza...
Czuję wielki żal, że poznałam
go w takich, a nie innych okolicznościach. Choć z drugiej strony jestem szczęśliwa, że wogle miałam okazję
go spotkać.
Wiem, że sama jestem winna temu mojemu cichemu cierpieniu.
Niepotrzebnie użalam się nad sobą. Nie lubię się takiej...
komentarze [0] Vasper Pragnienie. >> wtorek, 13 maja 2008 21:30:52
Mam ochotę coś stworzyć. Mam ochotę zostać kimś wielkim. Mam ochotę biegać nago po ulicy. Mam ochotę przytulić się do kogoś. Mam ochotę kogoś zabić. Mam ochotę coś zjeść.
Czuję, że zaraz mnie coś od środka rozsadzi!;>
komentarze [0] Vasper :) >> piątek, 9 maja 2008 21:35:36
W środę poczułam się optymistką - po raz pierwszy od prawie trzech lat!
Najdziwniejsze, ze nie wiem skąd ten stan... ale muszę przyznać, że jest całkiem przyjemny...;)
komentarze [0] Vasper dorośnij dzieciaku. >> poniedziałek, 4 lutego 2008 12:16:35
Vasper jest w szoku. Po raz kolejny życie ją zaskoczyło, tam gdzie chyba nie powinno tego robić!;>
Brak szacunku - to mnie zabolało... i jednocześnie pokazało jak bardzo daleka byłam od prawdziwego poznania tej drugiej osoby.
Nie pojmuję jak można publicznie mieszać z błotem kogoś, komu wcześniej wyznawało się uczucia?
Tego typu sytuacje doskonale pamiętam z gimnazjum, kiedy moi znajomi jednego dnia wyznawali sobie miłość, by wkrótce wyzywać się nawzajem.
Tyle, że od czasu kiedy po raz pierwszy przekroczyłam próg gimnazjum minęło już prawie 7 lat! Myślałam, że to wystarczająco długi okres, żeby nie musieć się już o coś takiego martwić... Wydawało mi się, że w przypadku dwójki pozornie, chociaż trochę, dojrzałych ludzi, coś takiego jest niemożliwe! A jednak...
Wiem, że nasz związek był trudny. Wiem, ze nie było łatwo ani mi, ani tej drugiej osobie. Wiem, że oboje przeżywaliśmy więcej smutków, niż radości. Ale do cholery, czy to oznacza, że można tak po prostu zrobić obrót o 180 stopni?!
Nie mieści mi się to w głowie!
Parę razy zostałam w życiu zraniona, ale nigdy nie mogłabym okazać publicznie zupełnego braku szacunku dla tych osób - nawet jeśli nie były mi najbliższe. Więc jak do cholery można robić coś takiego bliskim?!
No właśnie... bliskim.
Niezależnie od wszystkiego, człowiek ten już zawsze będzie mi bliski, bo ja nie przekreślam ludzi. Już zawsze będę mieć wspomnienia z nim związane. Już zawsze będzie on cząstką mojej przeszłości. Jednak niesmak tego co się stało po naszym rozstaniu, także pozostanie na zawsze...
Jest to dla mnie pewna nauczka na przyszłość. Tylko czy uda mi się w końcu wziąć w garść i z niej skorzystać?
Czas żeby Vasp dorosła i nauczyła się wyciągać wnioski z tego co się stało...
komentarze [3] Vasper "Estreicher był wszystkim!" >> czwartek, 24 stycznia 2008 23:29:34
Moje notki wypływały ostatnio spod 10 metrów mułu, pod jakimi znalazł się mój umysł - tak więc, żeby nie być zbyt monotematyczną, dzisiaj będzie coś weselszego!;)
Nie jest to co prawda moje dzieło, ale cóż... na wszystko przyjdzie kolej...;)
Będą to fragmenty z bloga mojej koleżanki (link po kliknięciu na słowo "Agi") ze studiów dotyczące... studiów...;p
Ja dokonam na nich jedynie drobnej korekty...;)
* oznaczone są słowa, które mają własne definicje...;)
Tekst Agi:
14 minut i 59 sekund po 8.00 - godzina, gdy studenci chcą już iść do domu, gdyż wykładowca nie zjawił się w trakcie tzw. kwadransa akademickiego. Także chwila, kiedy dr No. pojawia się na horyzoncie, by odebrać studentom wszelką nadzieję.
69 - co prawda największymi pijakami na UW są archeolodzy i prawnicy, ale za to bibliotekarze to najwięksi zboczeńcy, pederaści i fetyszyści ^^ Liczba ta wiąże się też z adresem naszego Instytutu - Nowy Świat 69.
Biblioteka - zwana też świątynią. Gromadzi duże ilości książek*, czasopism i innych dokumentów, spośród których najważniejsze dla co niektórych studentów* są materiały pornograficzne. Biblioteka jest jednym z miejsc życia studenta. Posiada katalogi (w których nigdy nie ma tej książki, której akurat potrzebujesz) i półki (na których nigdy nie ma potrzebnej ci książki, nawet jeśli znajdziesz ją w katalogu). W bibliotece panuje powszechna dezorganizacja, uniemożliwiająca odnalezienie czegokolwiek. Ceny ksera* przekraczają wszelkie granice przyzwoitości (nie trzeba dodawać, że student musi kserować, bo nie może nic wypożyczyć?)
Całostka zdigitalizowana - nikt jej nie widział, ale ona istnieje i służy swemu panu, dr. No.* Student ma obowiązek ją wielbić, bo jeśli nie - przyniesie mu pecha na egzaminie.
Ćwiczenia - zajęcia, na których student bywa zmuszony do aktywności, w związku z czym sypia na nich rzadziej niż na wykładach*.
Ćwiczeniowiec - w jego rękach leży los studenta. Prowadzi ćwiczenia*. Ma bezpośredni kontakt z indeksem*.
Digitalizacja - pozwala kartkować książki* bez chodzenia do biblioteki*.
Dr No. - bóg digitalizacji*. Potrafi przesłać się e-mailem*, ma hodowlę całostek zdigitalizowanych*. I zna wszystkie języki świata (którymi potem zamęcza studentów). Dzierży święte klocki*, do których dostęp mają tylko wybrańcy.
Dziekanat - jaskinia pań z dziekanatu*. Student* idzie tam tylko po to, by zostać opieprzonym, że zawraca głowę głupotami. Student zawsze idzie tam w dzień, kiedy akurat jest zamknięte, albo w czasie przerwy. Nigdy nie ma przy sobie wszystkich potrzebnych papierów. Powszechnie wiadomo, że zbyt częste chodzenie do dziekanatu przynosi pecha.
E-mail - nowoczesny środek transportu dostępny tylko jednostkom wybitnym, takim jak dr No. Umożliwia dotarcie na zajęcia 14 minut i 59 sekund po 8.00* z każdego miejsca na świecie w przeciągu sekundy.
Estreicher Karol - jak to, nie wiesz, kim jest Estreicher? I jeszcze tu studiujesz? No dobrze - dwie najważniejsze informacje o Karolu Estreicherze to że lubił chodzić do teatru i zabawiać się z dziewczynkami (trudno powiedzieć, czy to prawda, ale ostatecznie miał syna - Stanisława - więc musi mieć coś na sumieniu. Poza tym, informację tę podał dr No.*, a jego słów się nie podważa). Był też, oczywiście, Wielkim Bibliotekarzem, przez wielkie W, wielkie B i wielkie pozostałe litery alfabetu. Każdy student IINiSB chce być jak on.
IINiSB - skrót przez laików odczytywany jako Instytut Informacji Naukowej i Studiów Bibliologicznych. Wtajemniczeni wiedzą, że tak naprawdę jest to Instytut Informacji Naukowej i Służy Bezpieczeństwa. Znany też pod specjalny kryptonimem Instytut Informacji Narodowej i Studiów Bukieciarskich.
Indeks - służy do wpisywania studentowi ocen tudzież zaliczeń. Niepoprawnie uzupełniony powoduje gwałtowną śmierć studenta.
Katalogowanie - hobby studenta* IINiSB*. Polega na znalezieniu w książce autora, wydawcy, ISBN-u i innych danych, przy czym najchętniej kataloguje książki z 10 autorami, w pięciu językach, z wieloma miejscami wydania, kolorowymi wklejkami i trzema różnymi numeracjami. Bardziej zaawansowani katalogują dokumenty elektroniczne, na czym potrafią spędzić cały dzień i noc.
Klocek - zawiera wszystkie teksty w obcych językach, jakich wymagać może dr No., nawet te, których nie ma nigdzie indziej. Rzadko można świętą księgę zobaczyć, jeszcze trudniej coś z niej skserować, znani są jednak ci, którzy dostąpili tego zaszczytu.
Ksero - punkt nielegalnego zdobywania materiałów drukowanych, potrzebnych studentowi do życia. Pobiera tzw. podatek od studenta, różny w różnych miejscach. Najdroższe ksero jest w BN, gdzie oczywiście nie można nic wypożyczyć.
Książka - Obiekt złożony z papieru i liter, opcjonalnie rysunków, tabeli itp. Obiekt kultu i miłości studenta* IINiSB. W celu zdobycia książki student jest gotowy poświęcić życie, aczkolwiek czasem dopuszcza formę kserowaną* książki. Gdy już jakowąś dorwie - czyta ją, a także kataloguje.
Opiekun roku - teoretycznie opiekuje się rokiem. Teoretycznie. Ciężko go dopaść, nawet na dyżurach. Kiedy będzie ci najbardziej potrzebny okaże się, że wyjechał za granicę. Wróci dokładnie dzień po tym, jak już przestaniesz go potrzebować. Podobno starości* potrafią się z nim skontaktować (być może poprzez jakieś magiczne obrzędy). Ma podejrzany związek ze zwolnieniami z wf-u*.
Panie z dziekanatu - są ważniejsze nawet od rektora. Posiadają władzę nad światem. Prowadzą spór z Kościołem, który nie chce uwierzyć, że to pani z dziekanatu jest Bogiem. Jedyne, nad czym nie potrafią zapanować, to student*, dlatego też gdy jakiś pojawi się w okolicy - zaciągają go do swej jaskini w dziekanacie* i zamęczają na śmierć. Znane są przypadki studentów, którzy zamęczyli panie z dziekanatu. Niewiele to daje - zmartwychwstają.
Starosta - odmiana studenta, na którego spadają najtrudniejsze obowiązki. Człowiek, który robi, co może, ale i tak go nie docenią. Musi współpracować z wykładowcami, niestety oni nie zawsze chcą współpracować ze starostami. Jako jedyny widział opiekuna roku*.
Studia, student - studia to łagodna forma schizofrenii. Student to człowiek, który z własnej nieprzymuszonej woli idzie się dalej uczyć, po czym narzeka, że musi się uczyć. Student żywi się głównie piwem, kebabami i żarciem z automatów na korytarzu. Jego główne hobby to szukanie 100 sposobów na nieuczenie się.
Wojsko - powód, by iść na studia.
Wykład - zajęcia wymyślone po to, by student, który - jak powszechnie wiadomo - nocą bywa zbyt zajęty by spać, mógł uzupełnić niedobory snu. Odmianą wykładu jest ciekawy wykład. W naszym Instytucie bywa nim wykład z PNOK-u.
Wykładowca - w jego rękach spoczywa los studenta. Dzieli się na wykładowcę upierdliwego i litościwego. Prowadzi wykłady*. Ma bezpośredni kontakt z indeksem*. Zob. też: Ćwiczeniowiec.
Zwolnienia z wf-u - zaświadczenia, że nie przyszedłeś na wf, bo musiałeś być na zajęciach z BHP. Wiele o nim usłyszysz, ale nigdy go nie zobaczysz, gdyż musiałbyś odnaleźć ukrywającego się opiekuna roku*.
ŻŻA - żenujący żart Artura. Wyewoluował z pojęcia ŻŻP*.
ŻŻP - żenujący żart prowadzącego. Termin wymyślony przez Artura na określenie dowcipów dr Święćkowskiej. W wyniku jego nadużywania przez Artura wykształciły się dwa podobne terminy - ŻŻA* i ŻŻS*.
ŻŻS - żenujący żart studenta.
I jeden cytat z zajęć u dr No. (który nie ukrywa, ze uważa nas za idiotów):
dr No: Proszę pani, to zdanie jest przepisane…
S: Cicho, cicho, chcę skończyć czytać!
:D
komentarze [2] Vasper Te quiero... >> wtorek, 11 grudnia 2007 16:04:29
Vasper najwyraźniej pogubiła się w swoim życiu... nie wiem co mam robić, jak żyć... wiem tylko jedno - czego tak naprawdę chcę! Ale wiem, że to niemożliwe...
Już jakieś pół roku czuję się dokładnie tak, jak to opisał Lionel Richie:
Hello (niżej tłumaczenie)
I've been alone with you inside my mind
And in my dreams I've kissed your lips a thousand times
I sometimes see you pass outside my door
Hello, is it me you're looking for?
I can see it in your eyes
I can see it in your smile
You're all I've ever wanted, (and) my arms are open wide
'Cause you know just what to say
And you know just what to do
And I want to tell you so much, I love you ...
I long to see the sunlight in your hair
And tell you time and time again how much I care
Sometimes I feel my heart will overflow
Hello, I've just got to let you know
'Cause I wonder where you are
And I wonder what you do
Are you somewhere feeling lonely, or is someone loving you?
Tell me how to win your heart
For I haven't got a clue
But let me start by saying, I love you ...
Hello, is it me you're looking for?
'Cause I wonder where you are
And I wonder what you do
Are you somewhere feeling lonely or is someone loving you?
Tell me how to win your heart
For I haven't got a clue
But let me start by saying ... I love you
Tłumaczenie:
Byłam sama z Tobą w moich myślach
I w moich snach
Całowałam Twoje usta tysiąc razy
Czasem widzę jak mijasz moje drzwi
"Hello"
Czy jestem tą której szukasz?
Mogę zobaczyć to w Twoich oczach
Mogę zobaczyć to w Twoim uśmiechu
Jesteś wszystkim czego kiedykolwiek pragnęłam
I moje ramiona są szeroko otwarte
Bo wiesz dokładnie co powiedzieć
I wiesz dokładnie co zrobić
I tak bardzo pragnę Ci powiedzieć
Kocham Cię
Pragnę zobaczyć światło słoneczne w Twoich włosach
I powiedzieć Ci raz i jeszcze raz
Jak bardzo mi zależy
Czasami czuję jak moje serce
Przepełnia się
"Hello"
Chciałam Ci tylko powiedzieć
Bo dumam gdzie jesteś
I myślę co robisz
Czy gdzieś czujesz się samotny
Lub czy ktoś gdzieś kocha Cię
Powiedz mi jak zdobyć Twoje serce
Bo nie mam pomysłu
Ale pozwól mi zacząć od słów-
"Kocham Cię!"
"Hello"
Czy jestem tą której szukasz?
Bo dumam gdzie jesteś
I myślę co robisz
Czy gdzieś czujesz się samotny
Lub czy ktoś gdzieś kocha Cię
Powiedz mi jak zdobyć Twoje serce
Bo nie mam pomysłu
Ale pozwól mi zacząć od słów-
"Kocham Cię!"
komentarze [3] Vasper Wszystko jest takie smutne... >> niedziela, 11 listopada 2007 17:12:49
"Udaję radość, której we mnie nie ma, ukrywam smutek, żeby nie martwić tych, którzy mnie kochają i troszczą się o mnie. Niedawno myślałam o samobójstwie. Nocą, przed zaśnięciem, odbywam ze sobą długie rozmowy, staram się odegnać złe myśli, bo byłaby to niewdzięczność wobec wszystkich, ucieczka, jeszcze jedna tragedia na tym i tak już pełnym nieszczęść świecie".
Paulo Coelho
Nawet nie wiem od czego zacząć... tyle się ostatnio w moim życiu dzieje...
Czuję się tak jakbym wyszła z ciemnej i pustej jaskini. Poza paroma osobami, nikt mnie nigdy nie zauważał - zresztą ja sama, świadomie, się od społeczeństwa izolowałam. Teraz kiedy postanowiłam otworzyć się nieco na świat, wszystko uległo zmianie - nagle stałam się zauważalna! W ciągu niecałego miesiąca 8 facetów chciało się ze mną umówić lub prawiło mi rożne wyznania - ta liczba znacznie przekracza sumę wszystkich zainteresowanych mną w ciągu całego mojego życia! Przytłacza mnie to. Nie wiem co robić. A otoczenie wcale mi tego nie ułatwia - czuje ciągłą presję... ciągle jakieś oczekiwania, trudne pytania... to za wiele jak na jednego fobika - czemu nikt nie rozumie, że potrzebuję czasu, żeby oswoić się z nowymi sytuacjami...?
Chociaż nie... są dwie osoby, które starają się mnie zrozumieć i mnie wspierać - mój kochany Schizołek i Paweł. Tylko oni są przy mnie w ciężkich chwilach, tylko im mogę wszystko powiedzieć... wiem, że z nimi się nigdy nie pokłócę, wiem, że mnie nigdy nie potępią i nie odwrócą się ode mnie, nawet jeśli kolejna głupota strzeli mi do łba! Anuś potrafi wytrzymać kilka godzin moich narzekań i odegnać złe schizy, Paweł zawsze wspiera mnie w trudnych sytuacjach - mimo, że ma własna rodzinę i własne problemy. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy! Szkoda tylko, że nie mogę widywać Was codziennie... bo z dnia na dzień czuję się coraz mniej rozumiana przez resztę otoczenia i mam wrażenie, że z każdą chwilą jestem coraz bliżej stanu z przed kilku miesięcy - kiedy to poza czasem spędzonym ze Schizołkiem byłam zawsze sama, na uboczu, niezauważalna... odrzucana przez innych...
Specjalista powiedział mi, że dzieje się tak, ponieważ nie pasuję do świata rówieśników, a boję się wejść w świat dorosłych. Myślałam, że na studiach się to zmieni, że w końcu przekonam się do osób w moim wieku... niestety przeliczyłam się. Jest tak samo jak było do tej pory. Staram się na nich otwierać, ale... nie tego szukam. Ciągła zabawa, imprezy - wbrew pozorom, wcale nie sprawia mi to radości - tak naprawdę w takich chwilach czuję się najsmutniejszą i najsamotniejszą osoba na świecie - dlatego czasem robię wtedy głupoty... ja po prostu desperacko szukam ciepła, miłości, odrobiny zrozumienia! Ale zrozumienia nie dostaję...
W rzeczywistości mogłabym wcale nie wychodzić z domu, tylko siedzieć w nim z najbliższymi osobami - ze Schizołkiem i... no właśnie, z kim? Chyba z księciem z bajki, który zrozumie mnie tak do głębi... ale coraz ciężej uwierzyć mi, że kogoś takiego znajdę...
Boję się powrotu do tej pustej jaskini...
[29.X.2007]
Teraz w moim życiu nastąpiła pewna zmiana - ale o tym napiszę za jakiś czas, bo muszę być pewna, co chcę napisać...
komentarze [5] Vasper "Nawet w szczęściu ludzkim jest coś smutnego". >> sobota, 29 września 2007 22:32:08
Doszłam do przykrego wniosku, że powyższy cytaty Antoniego Czechowa jest aż do bólu prawdziwy...
Potrafię cieszyć się drobiazgami... ale nie potrafię się radować. Niby wszystko jest w porządku, jednak ciągle czuję się przytłoczona otaczającą mnie rzeczywistością...
Smutne...
Z drugiej jednak strony, "wśród największego cierpienia ma się tę rozkosz, że się jest zdolnym do niego." (Friedrich Hebbel)
komentarze [3] Vasper ... >> piątek, 14 września 2007 22:34:16
Wcale nie porzuciłam bloga...
komentarze [1] Vasper Przedwczesny kryzys wieku średniego? >> czwartek, 7 czerwca 2007 00:30:30
Boję się.
Boję się o jutro.
Boję się, że w przyszłości zostanę sama.
Vasper nigdy zwierzęciem stadnym nie była i broń Boże, nie chce się takim stawać. Ale nawet taki odludek, potrzebuje czasem kontaktu z drugim człowiekiem.
Na szczęście mam mojego Schizołka, bez którego życia sobie nie wyobrażam. Anuś - tak podobna do mnie, a jednak inna - ma w sobie coś, czego mi brakuje... coś co przyciąga, magnetyzuje, raduje. Coś, co chce się kochać.
Wbrew pozorom, z moją orientacją jest wszystko w porządku. Toż ja nawet kobiet, generalizując, nie lubię (ale o tym wspomnę na końcu).
Mój Schizołek jest dla mnie wszystkim! Kimś z kim mogę dzielić radości i smutki, z kimś z kim mogę schizować, ale także poważnie porozmawiać. Nie spotkałam jeszcze drugiej takiej osoby. Niestety mało kto chce się rzeczywiście zagłębić w moją pokrętną psychikę i może przede wszystkim, duszę. Generalnie ludzie dzielą się na dwie grupy: na tych, którzy uważają mnie za śmieszną, pokręconą i niestety niedojrzałą dziewczynkę, i na tych, którzy szybko się moim towarzystwem nudzą. Pytanie tylko, ile z tych osób tak naprawdę włożyło choć trochę więcej wysiłku w to żeby mnie poznać. Odpowiedź: "mniej, niż zeeero..." - przykre, ale coraz częściej mam wrażenie, że prawdziwe. Niestety, ale powierzchownie nie robię dobrego wrażenia, nie potrafię zaprezentować się od tej lepszej strony. Cierpię na fobię społeczną, która uniemożliwia mi normalne funkcjonowanie w społeczeństwie... ale to mało kogo obchodzi. Nikomu nie chce się poświęcać uwagi, dziewczynie z problemami - a ja tej uwagi potrzebuję. Co więcej, bardzo potrzebuję też bodźca, który pozwoliłby mi się uzewnętrznić! Brakuje mi szczerego zainteresowania, nieraz drążących (lecz nie nachalnych) pytań... po prostu - jeśli ktoś nie wykazuje jakiejś inicjatywy, to ja nigdy nie będę przed nim całkiem sobą.
Odnośnie pierwszych wersów tej notki...
Dlaczego boję się, ze będę kiedyś sama?
Cóż, teraz mam Schizołka, ale obawiam się tego, co przyniesie nam przyszłość. Boję się, ze gdy założy ona rodzinę, to zostanę sama... bo ciężko jest mi uwierzyć, że znajdę kogoś, kto będzie chciał dzielić ze mną moje radości i niestety, ale może przede wszystkim trudności. Szczególnie, że na razie jestem traktowana "w sam raz, na jeden raz". Nie chcę żeby tak było - nie zabawa, ale wewnętrzna stabilizacja jest mi potrzebna!
Czuję się jakbym miała 30 czy nawet 40 lat na karku i jakby życie umknęło mi gdzieś za plecami. Czy to możliwe żeby przechodzić kryzys wieku średniego, mając 19 lat? Pewnie nie... jednak niezależnie jak ten stan nazwać, to jest on mocno przygnębiający i wyniszczający wewnętrznie (a przecież to tam kryje się największa wartość człowieka).
Dodam, iż nie potrzebuję pustego pocieszenia. Potrzebuję wsparcia!
Żeby było jasne: wiem, że Schizołek zawsze będzie moim Schizołkiem, jednak kiedyś już nie na wyłączność... i tej zmiany się bardzo boję.
***
Na zakończenie kilka zdań odnośnie mojej niechęci do kobiet. Nie jest to jednak istotny punkt owej notki, więc proszę o nieskupianie się nad tym elementem za bardzo...
Nie podobają mi się współczesne poglądy na życie, głoszone z coraz większą intensywnością przez kobiety, gdzie na pierwszy plan wychodzi kariera, spychając to co naprawdę ważne, gdzieś na pobocze naszej drogi istnienia. Coraz więcej kobiet decyduje się na późniejsze założenie rodziny, a nawet jeśli już odważą się na ten krok wcześniej, to i tak... hmm... ja w takim związku, gdzie ambicje zawodowe dominują, sensu nie widzę. Małżeństwo to nie spółka, w której postępuje się według określonego biznes planu... na dodatek coraz częściej z tym samym tłumaczeniem: "Przecież musimy coś osiągnąć, żeby móc zapewnić naszemu przyszłemu dziecku godne życie". Niestety do prawidłowego rozwoju dziecka, nie wystarczą zapewnione mu dobra materialne - najważniejsza jest dla niego rodzina! Co z tego, ze mamusia i tatuś będą mieć pieniążki na wszystko co najlepsze, skoro rzucając się w wir pracy, mogą odsunąć się od siebie?
komentarze [4] Vasper Żal... >> wtorek, 27 marca 2007 09:28:05
Od dłuższego czasu nosiłam się z napisanie tej notki, ale pochłonęła mnie tak olbrzymia niemoc twórcza, że nie byłam w stanie ubrać myśli w słowa...
Żal mi. Żal tego wszystkiego co było, ale minęło i już z pewnością nie wróci.
Żałuję zerwanych kontaktów z najlepszymi znajomymi (których można było policzyć na palcach jednej ręki), z panem Hoffmanem (któremu przecież tyle zawdzieczam), a nawet z wrogami (może dlatego, że teraz gnębię siebie samą, a nie ich)...
Żałuję, że nie uparłam się, żeby odwiedzić babcię tuż przed jej śmiercią. Żałuję, że nie przytuliłam się do mojego kochanego Basa w dniu, w których umarł. Żałuję, że tak późno odkryłam radość z posiadania kotki. Tak bardzo mi ich brakuje!
Żałuję, że pozwoliłam na rozpad Dark Family, która przecież była dla mnie jak prawdziwa rodzina... a w końcu rodziny nigdy nie powinno się opuszczać!
Żałuję też i tego, że moje życie nie było na tyle moralne, na ile być powinno... tego chyba najbardziej. Ale co ja mogę teraz zrobić? Nic. Co najwyżej płakać nad własna głupotą...
Tyle już w życiu straciłam... a boję się, że mogę stracić jeszcze więcej.
Chciałam nadać tej notce inny wygląd, ale niemoc twórcza cały czas mnie pożera. Od sierpnia nic porządnego nie napisałam, od września nic nie narysowałam... a przecież mam tyle pomysłów, które rozsadzają mnie od środka! Ale co mam poradzić na to, że nie mogę wziąść się w garść?
Potrzebuję leku na żal minionych lat...
komentarze [5] Vasper mlerlfc ket >> czwartek, 22 lutego 2007 21:29:19
bum bum... jutro może coś stworzę...;p
komentarze [4] Vasper Postanowienie... >> czwartek, 14 grudnia 2006 14:47:01
"Do wiary jak i do miłości potrzeba odwagi, potrzeba męstwa, trzeba sobie powiedzieć: Wierzę!"
Lew Tołstoj
Postanowiłam być odważna...
komentarze [8] Vasper ...zainspirowane brzoskwinką z Dubrovnika... >> wtorek, 8 sierpnia 2006 16:20:23
Sok z bardzo dojrzałej brzoskwini spływał mi po ręce. Rozpoczynał swą podróż od palców, ściekał po dłoni, oblepiał nagarstek. W niemiłosiernym upale mieszał się z kroplami potu. Ten jakże słodki zapach zwabił osę, która przysiadła na mej ręcę.
Osa zwabiła
jego...
komentarze [11] Vasper Pragnienie... >> czwartek, 1 czerwca 2006 00:19:02
Te usta... tak piękne, że diamenty to przy nich zwykłe kamienie w błotnej otoczce. Śnią mi się po nocach, marzą w dzień... Chciałabym ich dotknąć, posmakować, ale wtedy okazuje się, że to niemożliwe. Niby są, ale jakby ich nie było... nie tutaj... One są w innym świecie, zamkniętym dla mnie. Muszę się uspokoić, pomyśleć racjonalnie...
Teraz lepiej... znowu zaczynam żyć! Jest tak wspaniale, energia mnie rozpiera i mówi: "Idź, zrób coś!"... Ale co...? A wtedy ona odpowie: "Walcz o niego! Teraz jesteś daleko, ale możesz być bliżej! Wystarczy jeden, odważny ruch..."! I znowu się zaczyna...
Po raz kolejny widzę te usta i mężczyznę, do którego należą. Zbliża się. Jest. Odchodzi... Serce mi pęka z rozpaczy. Chcę go gonić, ale to bez sensu... bo jego nie ma.. nie w tym świecie... On istnieje gdzieś poza moim zasięgiem. Ale kiedyś go znajdę! Bo przecież wystarczy tylko jeden ruch...
komentarze [19] Vasper "Ale źródło wciąż bije..." [*] >> wtorek, 11 kwietnia 2006 10:44:01
O krok
O krok od źródła konają z pragnienia.
O krok od piekła szaleją z rozkoszy.
Trzeźwieją z marzeń o krok od spełnienia.
O krok od celu własny cień ich płoszy.
O krok od tryumfu opuszczają głowy.
Podnoszą głowy o krok od wyroku.
O krok od łaski tracą dar wymowy.
Krok od przepaści przyspieszają kroku.
O krok od zemsty nagle wielcy duchem.
O krok od drogi błądzą w próżnych sporach.
O krok od czynu wolą frazy kruche.
O krok od jutra przeżywają wczoraj.
O krok od zgody pusta złość ich bierze.
O krok od wiedzy wdychają zabobon.
O krok od Boga zaprzeczają wierze.
O krok od siebie nie chcą stać się sobą.
O krok od śmierci żywot im niedrogi.
O krok od życia śnią minione kaźnie.
Gromadzą księgi o krok od pożogi.
O krok od klęski czują się najraźniej.
Tak przez godzinę, dzień, miesiąc, rok
Aż zrobią ten jeden nieuchronny krok.
Jacek Kaczmarski
(22 III 1957 - 10 IV 2004)
[*][*][*] komentarze [7] Vasper "Każde cierpienie ma sens" >> niedziela, 2 kwietnia 2006 22:58:10
Dzisiaj pierwsza rocznica śmierci Jana Pawła II... dobry czas do refleksji... W tej chwili wiele myśli chodzi mi po głowie, ale napiszę o tym za jakiś czas! Teraz prezentuję jedynie tekst pieśni wielkopostnej, który według mnie pasuje nie tylko do osoby Jezusa, ale też do Jana Pawła II... do człowieka Wielkiego, który nawet po śmierci gromadzi tłumy wiernych... do człowieka, który był ostoją bezpieczeństwa... do człowieka, który swoim cierpieniem przybliżył się do Chrystusa... do człowieka, który kochał nas jak nikt na świecie... do człowieka, którego teraz tak bardzo mi brak...:(
Zbawienie przyszło przez krzyż
Zbawienie przyszło przez krzyż, ogromna to tajemnica
Każde cierpienie ma sens, prowadzi do pełni życia.
Jeżeli chcesz Mnie naśladować, to weź swój krzyż na każdy dzień
I chodź ze Mną zbawiać świat, kolejny już wiek.
Codzienność wiedzie przez Krzyż, większy im kochasz goręcej
Nie musisz ginąć już dziś, lecz ukrzyżować swe serce.
Jeżeli chcesz Mnie naśladować, to weź swój krzyż na każdy dzień
I chodź ze Mną zbawiać świat, kolejny już wiek.
Każde spojrzenie na krzyż, niech niepokojem zagości
Bo wszystko w życiu to nic, wobec tak wielkiej miłości...
Jan Paweł II na zawsze w mej pamięci...[*]
komentarze [3] Vasper
Wspomnień czar... taaa...;p >> piątek, 10 lutego 2006 17:48:34
Ostanio znalazłam mój piórnik z pierwszej klasy gimnazjum, a w nim karteczki, które natchnęły mnie do napisania tej notki...;) Oto kilka scenek wyrwanym prosto z lekcji polskiego (pomyśleć, że to już 4 lata minęły...);D:
Uspokójcie się... taaa... Tomek, pójdź po panią dyrektor... taaa... Nie ma w gabinecie? Poszukaj gdzie indziej!... taaa... Ale gdzie Ty idziesz Tomek! Nie wychodzimy z sali... taaa... No gdzie on poszedł? Czy ja pozwoliłem wychodzić z klasy?... taaa...
Ty wogóle nie pracujesz... taaa... Już Cię zapisuję... taaa... Dlaczego wszyscy gadają?... taaa... Cały rząd dostaje uwagi... taaa... Cztery osoby pracują na lekcji... do czego to podobne?... taaa... A co Ty tutaj robisz? Wracaj na miejsce... taaa...
Czy Wasza klasa jest normalna?... taaa... No nienormalni... nieeenormalni jacyś... taaa... Dlaczego nikt mnie nie słucha?... taaa... Tomek, pójdź po panią dyrektor... taaa...
Czego się śmiejesz, nienormalna jesteś?... taaa... Uspokój się, bo zaraz wyślę Cię do pani psycholog... taaa... No zaprowadźcie ją do pani psycholog... taaa... Ale czy ja pozwoliłem wychodzić z sali?... taaa... No nienormalni jacyś... taaa... Nie wychodzimy z sali bez pozwolenia... taaa...
Hehe... pan Z. to był nauczyciel wprost wyjątkowy...:lol: taaa...:rotfl:
komentarze [15] Vasper
Kolejny roczek za nami... muzeum, świstaki i te sprawy...;p >> sobota, 31 grudnia 2005 19:43:45
Tak więc oto kończy się ten rok!
Czy był udany...?;>
Uważam, że nawet bardzo!;D W moim przypadku rok 2005 oznacza głównie muzeum! Mało pamiętam co było przed majem, kiedy to zostałam wolontariuszką... to co mi najbardziej zapadło w pamięć z początku roku, to kłótnie na forum Loszku! Wydaje mi się, że wtedy to zacieśniła się moja znajomość z moją kochaną rodzinką: Sei, Kuroi i Sonią...;D Przy okazji chciałam Wam podziękować za to, że jesteście! Kocham Was! :przytul:
Później moje życie zostało opanowane przez muzeum i tak się ciągnie do dzisiaj! Już na samym początku pracy tam coś zrozumiałam... że normalne życie wcale nie musi być beznadziejne! Wcześniej upierałam się przy tym, że musze zostać aktorką i prowadzić życie pełne emocji, zmian... chciałam byż znana! Marzyłam, że będę mieć sławnego męża! Hehe... przypomniało mi się teraz jak w zeszłym roku na obozie integracyjnym rozmawiałyśmy z Anią o naszych przyszłych mężach - mój miał być kimś znanym, jej miał pochodzić z rodziny królewskiej (Stowarzyszenie KC rządzi!!!;D)... Zarzekałam się wtedy też, że nigdy w życiu nie chciałabym się związać z Polakiem! W muzeum zmieniło się moje podejście do świata... stwierdziłam, że niekoniecznie muszę zostać sławna... że mogę spędzić resztę życia nawet w tym muzeum! Również w tym miejscu doszłam do wniosku, że mogę mieć zwykłego faceta z Polski i jakoś nie będę z tego powodu cierpieć (chociaż lepiej żeby był bogaty, bo z mojego wiecznego wolontariatu czy nawet płatnej pracy w muzeum, raczej trudno byłoby się nam utrzymać...;p)! Aha, i to że doszłam do takiego wniosku w muzeum, NIE znaczy, że to ma związek z kimś w muzeum!!!;>
No, to chyba tyle na ten temat...
Ten rok był tez rokiem moich intensywnych podróży po świecie...;) Byłam na Ukrainie, na Białorusi, w Rosji i we Francji!
Najmilej wspominam wyjazd do Rosji i na Bialoruś!;D Na tak wesołym wyjeździe to jeszcze nigdy nie byłam!;D To tam przyczepiły się do nas świstaki!;D Podczas tej wycieczki spędziłyśmy też niezapomniane chwile na parkingu w Białej-Podlaskiej...:hahaha: 8 godzin na stacji benzynowej, to coś co na długo pozostanie w mojej pamięci...;]
We Francji było dość przeciętnie... Paryż ładny, ale jakoś przesadnie mnie nie zachwycił... Dopiero na wieży Eiffel'a poczułam, że to miasto ma w sobie coś niezwykłego...;) Hehe... no i Disneylandzie żem była...:rotfl:
Prawie tak fajnie jak na Białorusi było w Krakowie (o czym można przeczytać w jednej z wcześniejszych notek)!;D Wtedy to pokochałam nasze muzeum jeszcze bardziej! :lol:
Kolejne ważne wydarzenie tego roku to... odkrycie, że mamy z Anią wspólny mózg!;D To bardzo cudowne uczucie! Naprawdę miło jest móc kimś dzielić swoje odczucia - zarówno radości, jak i smutki...;) Dlatego wszystkim życzę żeby odnaleźli kogoś, z kim być może dzielą mózg...;p A tym czasem dziękuję Ci Aniu, że znalazłaś się w moim życiu!;D Nie wiem jak my mogłyśmy żyć bez siebie wcześniej...;>
Również Mariolci chciałam podziękować!;D Jesteś taką naszą kochaną istotką, która sprowadza nas na Ziemię jak przesadzimy ze świstakami!;p Ale to się kiedyś zmieni... jeszcze zdążysz przy nas całkiem zwariować...;p
Podsumowywując: jak już mówiłam, ten rok był bardzo udany!;D Co prawda pod koniec stał się trochę zbyt Czadowy (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi), przez co zniechęciłam się nieco do muzeum... Ale jako że do głupoty ludzkiej zdążyłam się już przyzwyczaić, to nie będę tego aż tak rozdrapywać i rozpaczać...;]
Jedyne co naprawdę bardzo mocno mnie zabolało, to śmierć naszego kochanego Ojca Świętego...:( Ten wspaniały człowiek na zawsze pozostanie w mej pamięci!
[']['][']
Na koniec życzę wszystkim, aby w nadchodzącym 2006 roku wszystko dobrze się układało i żeby był on conajmniej tak dobry (a dla niektórych dużo lepszy) jak ten! A sobie życzę, żeby nie był on aż tak Czadowy...;>
komentarze [17] Vasper
Walka o przetrwanie, czyli przygotowania do świąt...;p >> piątek, 23 grudnia 2005 20:04:39
Po ciężkim dniu, nareszcie mam chwilę wolnego...;) Wcześniejsze godziny upłynęły pod hasłem: "Posprzątaj wszystko co się da, a nawet jeszcze więcej!"... tak to jest jak mój tata nie idzie do pracy i za bardzo wczuwa się w robienie porządku -> mamusiu, nie zostawiaj mnie nigdy więcej!;p
Hehe... ale musze przyznać, że teraz metraż pokoju zwiększył mi się 2-krotnie...;) Całkiem miło jest raz na jakiś czas (czyt. raz w roku) doprowadzić swoje miejsce zamieszkania do stanu używalności...;) Szczególnie, że podczas takiej niby niewiele znaczącej czynności można dokonać wielu ciekawych rzeczy... Za swój największy sukces uważam odnalezienie moich, zaginionych dawno temu, majtek w Atomówki...:rotfl:
Podczas robienia porządku można też zauważyć wiele intrygujących rzeczy... doszłam do wniosku, że w moim życiu wydarzyło się coś dziwnego... wszędzie, gdzie nie zaczęłabym sprzątać, znajdowałam rzeczy związane z Muzeum...;> Książki, naklejki, znaczki, gumki recepturki (:rotfl:), materiały ze szkolenia, zdjęcia Artura...:lol: Ciekawe, ciekawe...;> Chyba mnie coś opętało w tym roku (ale o tym w następnej, podsumowywującej cały rok, notce)!
Chciałam jeszcze napisać, że bardzo lubię święta! Kocham tą atmosferę... wszyscy siedzą w domu, spotykasz swoją rodzinkę... Wigilia to jedyny dzień w roku, kiedy spotykam się z moim ojcem chrzestnym... hmm... to zastanawiąjące...;> Ale nieważne...
Hihi... choinka już ubrana i teraz mój tata lata z odkurzaczem...;) Hehe... wreszcie to nie ja musze coś robić...;)
A na koniec chciałam życzyć wszystkim pogodnych i rodzinnie ciepłych świąt...;) I niech będą one pełne... ŚNIEGUSIA!!!;D AHAHAHAHAHA!!!;D Niech Was zasypie ŚNIEGUŚ!!!;D ŚNIEGUŚ!!! ŚNIEGUŚ!!!;D ŚNIEGUŚ!!!;D
Pozdrawiam!
Bzium...
komentarze [6] Vasper
I znowu o muzeum... >> środa, 9 listopada 2005 10:54:37
To już pół roku w muzeum... nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że będę robić cos takiego przez tyle czasu, ciągle z wielkim zapałem i przyjemnością!
Muzeum od razu stało się dla mnie czymś na kształt obsesji! I chyba nie tylko dla mnie...;> Od sześciu miesięcy nie było dnia, kiedy nie rozmawiałybyśmy z Anią oraz Mariolą o muzeum lub osobach czy wydarzeniach mających z nim związek! Dosłownie KAŻDEGO dnia naszym GŁÓWNYM tematem rozmów jest muzeum! Ale po co ja Wam to właściwie mówię? Większość osób o tym wie! Przecież z moją kochaną rodzinką, pod postacią Sei, Kuroi i Soni też gadam najczęściej o tym!
No cóż... jak widać, muzeum uzależnia! Matko... może ja na odwyk powinnam się wybrać? Chociaż prawdopodobnie odwyk już niedługo zafunduje mi samo muzeum...:( Według planów ma być zamknięte przez styczeń i luty, aby można było włączyć drugą część ekspozycji! I co ja będę robić przez tyle czasu bez muzeum?:( Na dodatek pewne jest, że wszelkie kontakty z osobami z muzealnego kręgu bardzo się rozluźnią... potem przyjdę do muzeum i nikt nie będzie mnie już pamiętał! Buuu...;(
Hmm... zawsze pozostają inne działy, niż ekspozycja... ale to ją właśnie pokochałam i nie chcę się z nią rozstawać!
Oprócz tego przeraża mnie wizja tego, że muzeum się znacznie powiększy! AAAAAAA!!! Już teraz znalezienie kogoś (np. dyżurnego) na ekspozycji często jest bardzo trudne! Poza tym przyjma do pracy wielu nowych ludzi! A co jak będą dziwni? Tzn. w tym muzeum większość pracowników (nie wolontariuszy!) jest dziwna, ale co ja Ci nowi będą jeszcze dziwniejsi?! AAAAAAAA!!!
Dobra już jestem spokojna...;p
Aha, chciałam jeszcze dodać, że zapisałam się na szkolenie o broni...;)
EDIT:
Ta notka nie jest wymierzona w nikogo! Proponuję najpierw poznać mnie i moje nieco osobliwe poczucie humoru, a dopiero potem oceniać...;>
komentarze [15] Vasper
Bzium...;) >> wtorek, 1 listopada 2005 15:46:46
Dałam się wciągnąć w tą dziwną zabawę, a więc robię jak mi kazano...;p
Leave a comment here and...
1. I'll respond with something random about you.
2. I'll tell you what song/movie reminds me of you.
3. I'll say something that only makes sense to you and me.
4. I'll tell you my first/clearest memory of you.
5. I'll tell you what animal you remind me of.
6. I'll ask you something that I've always wondered about you.
7. If I do this for you, you must post this on your journal. You MUST. It is written.
A teraz po polsku.
Zostaw tu komentarz a...
1. Ja powiem coś przypadkowego o tobie.
2. Napiszę, jaka piosenka/film mi się z tobą kojarzy.
3. Napiszę coś, co ma sens tylko dla mnie i dla ciebie.
4. Opowiem ci o swoim pierwszym/najwyraźniejszym wspomnieniu związanym z tobą.
5. Napiszę, z jakim zwierzęciem mi się kojarzysz.
6. Zapytam o coś, nad czym zawsze się zastanawiałem, jeśli chodzi o ciebie.
7. Jeśli zrobię to dla ciebie, musisz to wkleić na swoim journalu/blogu/gdziekolwiek gdzie można to skomentować. MUSISZ. To zapisane.
A teraz odpowiedzi na zadane pytania:
Nika:
Tak, oczywiście!;) Zamierzam założyc tam swój prywatny harem...:lol:
Sei:
Ja niczego złego nie chcę mu zrobić! Nie wiem coś Ty sobie wmówiła...;>
Sonia:
Nieee... miłość do muzeum przychodzi wraz z zobaczeniem namiotu...:lol:
Kuroi:
NIE PODAM CI TERAZ TYCH DWÓCH LINIJEK!!!;> A katecheta nie jest mój, tylko Ani...;p
komentarze [18] Vasper
"Warszawskie dzieci" opanowały Kraków...=) >> czwartek, 20 października 2005 12:56:56
W tym miejscu powinien znaleźć się opis wyciezki do Paryża, ale nie wydarzyło się tam nic specjalnego (nie licząc Murzyna, który chciał nas kupić...;p)! Być może kiedyś z nudów coś o nim wspomnę, ale teraz mam ciekawszy temat - wyjazd integracyjny wolontariuszy z muzeum do Krakowa...;D Nie będę opisywać wszystkiego dokładnie... zrobię jedynie podsumowanie najważniejszych wydarzeń...;)
podróż do Krakowa:
* pożegnanie nas przez pana dyrektora - yeah...=)
* wydanie, że jestem sarenką - hmm...
* rozpoczęcie integracji się z panem katechetą - yeah...=)
* oglądanie "Leona Zawodowca" - yeah...=)
* zajęcie najfajniejszych pokoi przez autokar wapniaków - buuu...=(
* utrata połowy zęba - buuu...=(
* pokaleczenie sobie języka - buuu...=(
* przyczepienie się dziwnego pana do Marien - yeah...=)
pobyt w Krakowie:
* pokój koło Ostrusia - buuu...=(
* dyskryminacja nieletnich - buuu...=(
* molestowanie Ani na tle włosów przez pana katechetę - yeah...=)
* "ping-ping" na łóżkach - yeah...=)
* nocny desant (mój i Ani) na łóżko Marien - yeah...=)
* obietnica Marien, że będziemy mogły z nią spać następnej nocy - yeah...=)
* krasnoludki w Wieliczce - yeah...=)
* integracja pod windą w Wieliczce, czyli przytulanki z panem katechetą - yeah...=)
* ubieranie choinki w polar przez pana katechetę - yeah...=)
* "świąteczna" kawa w pokoju pana katechety - yeah...=)
* zwiedzanie Krakowa w szpilkach - uuu...
* przygłupie przedstawienie w teatrze - bez komentarza...
* ROLADKA z Anią w teatrze (inna wersja KANAPKI...;p) - yeah...=)
* cukierki od dziwnego pana - do tej pory nie wiem co z tym cukierkiem zrobić...
* zgubienie się (moje i Ani) z panem katechetą w drodze do autokaru - yeah...=)
* odnalezienie nas przez część grupy - yeah...=)
* zgubienie drogi razem z w/w częścią grupy - yeah...=)
* libacje części kwiatu polskiej młodzieży (to nie my!) z panem katechetą w pokoju - pfffff...
* zlitowanie się nad nieletnimi, czyli nocny wypad na miasto drugiej części kwiatu polskiej młodzieży (TO MY! TO MY!;p) - yeah...=)
noc w Krakowie (z opiekunką...;p):
* dorobienie się syna przeze mnie i Anię - yeah...=)
* jazda autobusem na gapę - yeah...=)
* nocny spacer po rynku - yeah...=)
* zamelinowanie się w TramBarze - YEAH...=)
* zabawa w TramBarze (karaoke i takie tam...;p hihi...;p) - yeah...=)
* powrót "na czuja" do ośrodka - yeah...=)
* pomylenie drogi - yeah...=)
* śpiewający wolontariusze na ulicach, czyli "Warszawskie dzieci" opanowywują Kraków - yeah...=)
* Niech TAXI będzie z Wami! - yeah...=)
* KEFIREK!!! = yeah...=)
* szczęśliwy powrót do ośrodka - yeah...=)
* poranna pobudka - buuu...=(
* msza w katedrze na Wawelu - yeah...=)
* ponowne przyczepienie się do nas dziwnego pana - hmm...
* zaginięcie naszego syna - buuu...=(
* zwiedzanie Wawelu przez przysypiających wolontariuszy - buuu...=(
* odnalezienie się naszego syna - yeah...=)
powrót do Warszawy:
* lumpowanie w autokarze - yeah...=)
* wyścigi autokarów ("Panie szofer gazu, panie szofer gazu, bo pół litra jest w garażu!"...;p) - yeah...=)
* całowanie się z panem katechetą pod autokarem - yeah...=)
Tak mniej więcej wyglądała nasza wycieczka...;) Na koniec chciałam dodać, że Marien nie dotrzymała obietnicy wspólnego spania, a to oznacza, że będziemy musiały z Ania dopaść ją w jej własnym domu...=)
Przeczytajcie też wersję Ani i Marien...;)
komentarze [21] Vasper
Wyjazd... >> piątek, 23 września 2005 21:41:46
Jutro wyjeżdżam do Paryża! Bardzo mnie ta okoliczność cieszy, bo lubię poznawać nowe miejsca! Zwiedzę Luwr i dużo innych ciekawych rzeczy... zobaczę wieżę Eiffel'a... będe w EuroDisneylandzie... Ogólnie piękna perspektywa!;) Ale troszkie mi smutno, bo przez cały tydzień będę daleko od wielu ważnych dla mnie osób... Najgorsze jest to, że przez tak długi okres czasu będę bez połowy mózgu!!! AAAAAAAAA!!! Uuuuu... jak mi Was będzie brakować... Ani, Seiusi, Kuroici, Soni, Marien, Tofisia kochanego... Uuuuu... i muzeum też... i Sokoła nawet (;p)... Uuuuu...
Ale jednak wizja Paryża jest wielce pocieszająca...;)
Kocham Was wszystkich! :przytul: :przytul :przytul:
Uuuuu... ale przygłupia ta notka... coś za bardzo się rozczulam tym wyjazdem... Jak wrócę to napiszę coś inteligentnego...:lol:
komentarze [6] Vasper
Created by Smeagol-Gollum
dla szablony4u